Grudzień 2006 Na aukcji żeglarskiej natknąłem się na prawdziwą perełkę........
Luty 2007 Wreszcie po wielu komplikacjach i próbach kupiłem ten jacht. Przewiezienie go do Warszawy nastręczyło sporo problemów, ze względu na gabaryty transport należało odpowiednio zabezpieczyć - zgłosić trasę w odpowiednich dyrekcjach dróg publicznych, załatwić 2 pilotów itd.itd.itd. Za wszystkie zezwolenia trzeba oczywiście słono płacić, więc po wynajęciu specjalistycznej firmy i wyczekaniu odpowiedniej pogody postanowilimy w nocy i po "cichu" przetransportować go do Warszawy do WKW PTTK (380 km jechalimy 2 dni).
Kwiecień 2007 - Pierwsze prace rozpoczęliśmy w kwietniu. Skoncentrowałem się na zabezpieczenu pokładu i nadbudówki przed deszczami. Zeszlifowalimy stary łuszczcy się lakier i polakierowalimy Urelakiem S (poliuretan, którego używałem z powodzeniem przy mojej starej Omedze). Teakowy pokad wyszorowaliśmy i pokrylimśy warstwą oleju ochronnego. Mimo doraźnego charakteru tych prac efekt jest bardzo dobry, jacht przestał wyglądać z zewnątrz jak gnijący wrak.
Kolejny etap to prace wewnątrz kabiny, początkowo sądziłem, że wystarczy, uprzątnąć warstwy brudu i śmieci i odbudować zrujnowaną zbudowę lecz szybko odkryłem fatalny stan stępki. Można ją było bez problemów wyrywać kawałek po kawałku. Po takiej niespodziance postanowiłem całkowicie zdemontować starą zabytkową zabudowę: szafki (uwaga!! w drzwiczkach szafek są orginalne witraże,), koje, grodzie i dotrzeć do gołego poszycia. Oczywiście zabudowę odtworzę z powrotem używając zdemontowanych elementów - jak klasyk to klasyk.
W efekcie okazało się że stępki prawie wogóle nie ma a balast trzyma się jedynie na 2 szpilkach przechodzących przez stewy, które na szczęście są w porządku. Gdyby nie to, że jacht opiera się kilem na podstawie przyczepy już dawno by odpadł.
Na szczęście ku mojemu zdumieniu dębowe klepki poszycia i wręgi są w bardzo dobrym stanie. Wyraźnie widać ślady po wczeniejszych naprawach (uszkodzone wręgi zostały zastąpione wyprofilowanymi stalowymi kątownikami, niektóre klepki były wymienione).
Maj 2007 -Kolejny krok to odtworzenie stępki, umocowanie balastu i zabezpieczenie drewnianych elementów wnętrza.
W pustym już wnętrzu kadłuba kontynuujemy szlifowanie starych powłok lakierniczych, chciałbym jeszcze przed zimą odtworzyć stępkę i pomalować całe wnętrze. Przez zimę będę mógł spokojnie projektować zabudowę i być może kontynuować prace stolarsko-szkutnicze.
Sierpień 2007 Nawiązałem bardzo miły kontakt z Jerzym Sychutem, polskim żeglarzem mieszkającym w Sztokcholmie. Jerzy jest właścicielem zbytkowej łódki i nieocenionym źródłem fachowych rad. Zapraszam wszystkich na jego stronę
Niestety charmonogram prac musi ulec zmianie, miałem niemiły przypadek: podczas odcinania szlifierką śrub snop iskier rozniecił w spróchniałych pozostałociach stępki i stewy dziobowej zarzewie ognia. Polewanie z góry nie dawało rezultatu bo ogień rozpalał się od spodu przy balacie. Jedynym ratunkiem byo wyrwanie tlących się elementów, w rezultacie stwierdziem, że przypuszczenia o dobrym stanie stewy dziobowej były błędne. Jest gorzej ni myślaem na razie nie wiem co z tym robić i przeżywam mayły kryzys. Za to już wiem jak działała starodawna zapalniczka - krzesiwo i hubka. Przekonaem się również o świetnej jakości materiałów używanych 100 lat temu w szkutnictwie (stępka położona w 1903 roku!). Większość śrub skręcajcych stępkę z dennikami odcianałem szlifierką ale dwie udało mi się odkręcić!!!!
Wrzesień 2007Jerzy Sychut skontaktował mnie z Andrzejem Mazurkiem, żeglarzem z Lublina, który również trzyma swój jacht na przystani w Sztokcholmie. Andrzej odwiedził mnie w WKW i obejżał mój jacht. Bardzo cenne uwagi i rady Andrzeja dodały mi otuchy i wiary w sukces. Niestety odbudowa stępki jest poważnym problemem i bez konsultacji w szerszym gronie doświadczonych szkutników chyba się nie obejdzie. Jeżeli będę gotowy to prawdopodobnie przyjmę zaproszenie Jerzego i pojadę do Sztokcholmu spotkać się z mistrzami szkutniczymi ze Szwecji. W tej chwili rozpocząłem tworzenie jak najdokładniejszej dokumentacji i planów kadłuba. Plany plus zdjęcia będą materiałem wyjściowym do dyskusji na temat wyboru metody dalszego remontu.
Październik 2007 - ż żalem sprzedaję świetnego Microna na którym żeglowaliśmy z synami w ostatnim sezonie, uzyskane pieniądze pomogą mi sfinansować kolejny etap w remoncie - budowa masztu, stengi, bomu i gafla. Podjąłem również decyzję o przewiezianiu jachtu do Otwocka. Dzięki wielkiej uprzejmości i wyrozumiałości mojego teścia Jana Rottera będę mógł zaparkować jacht na jego placu tuż obok warsztatu samochodowego, którego jest właścicielem.
Do jachtu będędziemy mieli 100 metrów i będziemy mógli korzystać z dobrodziejstw świetnej bazy narzędziowej. Osoba Jana będzie na zawsze umieszczona w historii odbudowy pięknego jachtu.
Listopad 2007 Wieloryb stoi już u Jana, mam do niego 100 metrów i wraca mi zapał i energia do pracy.
Kontynuujemy prace we wnętrzu kadłuba, jachtowi poświęcam każdą wolną chwilę (oczywiście najpierw dom, rodzina, praca itd..itp...). Jacek szarpie stewę dziobową, ja resztki stępki pod silnikiem i tylnicę z którą idzie mi najgorzej. Dzieki zaciekłości Jacka docieramy do kilsona, całe szczęście!!!! Chciałem się przekonać jak wygląda posadowienie cęg, teraz już wiem, będziemy musieli wykonać całkiem nową nadstepkę i na niej posadowić podstawę masztu (dzięki przestrodze Andrzeja Mazurka wiem, że nadstępka poddawana jest obciążeniom dochodzącym do wartości wyporności kadłuba czyli ok 6 ton)> Podczas wcześniejszego remontu nadsępka wogóle nie została wykonana i cęgi praktycznie wisiały w powietrzu, gdybyśmy teraz postawili maszt wpadłby ok 15 cm i oparłby się na stępce. Mam zamiar wykonać nadstępkę z dwóch stalowych ceowników 100/250/100 mm pod każdą nogę cęg. Końce ceowników oprę i przykręcę do stalowych denników przebiegających prawie pod masztem.
Grudzień 2007 na szczęście ciepły - Kolejnym chyba rozwiązanym problemem jest mocowanie balastu. Pierwotnie balast skręcony był ze stepką 10 śrubami 30 mm, stępka zaś umocowana była z jachtem/dennikami 60 śrubami 10 mm i dodatkowo śrubami skręcającymi najniższe klepki poszycia. Nową stępkę zamierzam wykonać ze sklejki wodoodpornej 20 mm przekładanej i sklejanej brubą warstwą żywicy Epoksydowej z utwardzaczem PAC. śruby, które pierwotnie skręcały denniki i stępkę będą przechodziły głębiej i będą wkręcone w balast, wykonałem już kilkanaście szpilek 10 mm ze stali kwasoodpornej i wkręciłem w żeliwny balast. Robota koszmarna (wiercenie i gwintowanie balastu głową w dół, małym płaskim kluczykiem po ćwierć obrotu, łapy bolą jak cholera) ale mam nadzieję, że skutecznie zabezpieczy jacht przed urwaniem balastu. Ciekaw jestem waszej oceny tego pomysłu.
Z tylnicą idzie mi koszmarnie, najniższe i najtrudniej dostępne miejsce jachtu, dodatkowo wcześniejsze wycieki paliwa i oleju z silnika zakonserwowały drewno stępki. Jak na złość jest twarde i mogę je wydobywać tylko kawałkami małymi jak drzazgi. Niektóre elementy wyglądają jak świerzo ścięte w lesie. Zaciskam zęby i dłubię dalej.
Styczeń 2008 na szczęście ciepły - Walczymy nadal z pozostałościami tylnicy, stepki i stewy rufowej, idzie bardzo wolno, drewno wygląda jak prosto z lasu, jak na złość najmocniejsze jest w miejscach najtrudniej dostępnych. Zamówiłem u znajomego w tartaku drewno bezsęczne na maszt, są szanse na zbudowanie masztu bez koniczności zamawiania u BARDZO DROGICH FACHOWCÓW.
Luty 2008 na szczęście ciepły - dalej walczymy z tylnicą, kilson gotowy, posadowienie cęg OK, prace przebiegają sprawnie i systematycznie, z planowanych 5 lat na remont, chyba skrócę harmonogram do 4 lat (jak starczy kasy), póki kadłub wewnątrz nie ma zabudowy zaplanuję przeebieg instalacji i pomyślę o silniku. Zamieściłem dwa filimiki w formacie mp4 z naszych zmagań z materią szkutniczą: video1     video1
Marzec 2008 na szczęście ciepły - udało mi się kupić wysezonowane (20 lat) i suche jak pieprz drewno sosnowe. Bale 10 m długości, 5cm/22cm - wspaniały materiał na maszt, bom i stengę. Wszystkich , którzy czytają mój dziennik i potrzebują takiego drewna proszę o kontakt - jeszcze jest. Na targach Wiatr i woda nawiązałem kontakt z firmą Sail Serwice www.sailservice.com.pl zaproponowali współpracę, pomoc i atrakcyjne ceny na materiały, osprzęt, sprzęt ratowniczy i żagle. Bardzo dziękuję za ofertę i pozdrawiam.
Jestem bliski zakupu silnika (używany 14 konny Farymann z przekładnią nawrotną) jednak mam problem z obliczeniem skuteczności tego napędu. Proszę o pomoc i doradztwo: dysponuję orginalną śrubš - średnica 12 cali , skok 10 cali, obroty Farymana to od 800 do 2500 obrotow na minutę , przekładnia prawdpopodobnie 1:2,41 . Czy taki zestaw zagwarantuje mi skuteczny napęd ?
Czekam na podpowiedzi, pozdrawiam i życzę spokojnych i radosnych Swiąt.
Dzisiaj nawiązałem kolejny bardzo miły kontakt z Jerzym Wąsowiczem http://www.antica.gdansk.pl - to jest dopiero historia!! Nie będę opisywał moich emocji, poprostu obejrzyjcie Jego stronę. Dziękuję Jerzemu za słowa wsparcia i zaproszenie na Zlot Oldtimerów do Gdańska, to dla mnie bardzo ważne.
Kwiecień 2008 na szczęście ciepły - kolejny zakup: pięknie wyrobiona mahoniowa boazeria, wystarczy na cały jacht i chyba zostanie, jeżeli ktoś potrzebuje, proszę o kontakt. W desperacji do wydobycia pozostałości tylnicy użyłem piły spalinowej!!! Nareszcie przyspieszenie roboty!!! Kolejna miła niespodzianka, kumpel z fali (Ustka 1984r, potem Gdynia Okręt Rakietowy ORP Dziwnów nr burtowy 432 - 1987r) przesyła pozdrowienia, dołączam resztki fotek z tamtych czasów i pozdrawiam kumpli z II dywizjonu 3 flotylli w Gdynii!!!!

Maj 2008 Nie wytrzymałem i kupiłem francuską łódkę klasy Chart 7.2 m/18m2 żagla - bardzo fajna i w sam raz dla nas. Zaczynamy przygotowanie Charta do sezonu, pracy niewiele, idzie szybko i sprawnie. Przy Wielorybie na razie zastój.
Czerwiec 2008 Chart na wodzie, świrujemy trochę po Wiśle jak za dawnych czasów, synowie planują wakacje. Zacząłem budowę garażu więc przy Wielorybie na razie zastój.
Lipiec 2008 Chart dużo pływa, bardzo wygodna, bezpieczna i stabilna łódka, przepłynęliśmy na zalew. Przez cały czerwiec i lipiec młodzi intensywnie ujeżdżają Charta. Ze względu na budowę garażu nic nie robię przy Wielorybie, zaczynam tęsknić za gwintowaniem balastu, wyrywaniem tylnicy i wyciąganiem drzazg z poranionych dłoni.
Lipiec 2008 Jeszcze 2 tygodnie i garaż będzie gotowy, dużo pływamy po Zalewie, jestem tam prawie co weekend. Już niedługo znowu wezmę się za Wieloryba.
Sierpień 2008 Nareszcie!!! Zaczynamy, maszt wg. załączonego planu będę kleił Epoksydem z utwrdzaczem PAC, u podstawy przekrój kwadratowy 18 cm, od wysokości 120 cm kolumna będzie oszlifowana do profilu okrągłego o średnicy 17 cm.



Konstrukcja skrzynkowa, ścianki o grubości 4 cm co 1 metr wewnątrz zastosuję 10 cm wkłady z profila nierdzewnego do którego będą dodatkowo przykręcone ścianki masztu. Długość kolumny 9,80 m. Stenga o podobnej konstrukcji o średnicy 15 cm i długości 5,5 m. Bom skrzynkowy o średnicy 17 cm i długości 8,0 m. Gafel o średnicy 10 cm i długości 6,5 m wykonany ze sklejonych i oszlifowanych bali.

Znajomych proszę o uwagi dotyczące wykonania drzewc. Dołączam również wstępny plan zabudowy wnętrza, również oczekuję uwag i podpowiedzi.
Wrzesień 2008 Robota przy maszcie idzie sprawnie, mogę już korzystać z garażu więc wykonanie bomu, gafla i stengi zostawiam na później. Teraz najważniejsze to oheblować i wyszlifować maszt i w jakiś ciepły dzień polakierować go przed zimą. Jest za długi żeby go schować pod dachem więc całą zimę przeleży pod przykryciem. Zdecydowaliśmy z synami o sprzedaży Charta. Bardzo żałuję ale uzyskane pieniądze pozwolą nam zakupić silnik do Wieloryba. Teraz to priorytet.
Październik 2008 Nareszcie kilka ciepłych i słonecznych dni, dalej szlifuję maszt, robota wymaga precyzji, jedno głębsze pociągnięcie hebla i już kłopot. Najtrudniej jest wykonać precyzyjnie równy i okrągły profil. Znalazłem już firmę sprzedającą silniki do kutrów rybackich: http://www.silniki.otwarte24.pl/SILNIKI-NOWE , Jeżeli ktoś zna tę markę to proszę o informacje. Z oferty innych firm ta jest najtańsza.
Listopad 2008 przy Wielorybie pracuję mało, czasami zaglądam do środka i upajam się zapachem stuletniego mahoniu. Garaż wykorzystuję do innych prac, buduję przyczepę do slipowania dla kolegi. Bom, gafel i stenga już sklejone.
Listopad 2008Przyczepa się sprawdziła, Aster kumpla już wyjęty z wody, zaczynam prace nad dźwigiem bramowym do załadunku łodzi, na allegro skupuję ściągacze, bloki, szekle itp. W nowym roku muszę postawić maszt.
Grudzień 2008 Nie jest żle, trochę zimno ale dźwig już prawie gotów.
Styczeń 2009 Dźwig gotowy, zimowe wieczory spędzam na szplajsowaniu stalówek (prawie zapomniana sztuka - aj jak bolą łapy!!). Jeżeli ktoś potrzebuje chętnie prześlę praktyczny - prawdziwy, umazany krwią Kurs Szplajsowania!
Luty 2009 Nie wytrzymam, w tym tygodniu zaczynam heblowanie bomu, potem gafel. Okucia już rozrysowane więc po zakończeniu heblowania ostro do roboty. Czuję wiosnę w powietrzu i zaczyna mnie nosić jakiś pijany morski diabeł. Jeszcze jeden sukces, udało mi się zgromadzić prawie 30 l. oleju lnianego, po zakończeniu prac przy stępce dokładnie zakonserwuję zęzę i całe wnętrze jachtu. Olej lniany jest najlepszym sposobem konserwowania drewna, a najlepszym sposobem pozyskania oleju są budki warzywne (olej kupowany na Boże Narodzenie pod koniec lutego traci przydatość do spożycia więc można go tanio odkupić).
Marzec 2009 Nareszcie zaczęliśmy, narazie leniwie ale do przodu. Kontynuujemy prace wewnątrz kadłuba - nadal wydłubujemy fragmenty najniższych klepek poszycia które uważamy za najsłabsze, mam już plan zabudowy. Synowie szlifują drzewca.
Kwiecień 2009 Nabieramy rozpędu i wiary w zakończenie remontu w 2011.
Maj 2009 Idzie dobrze ale pojawił się problem z mrówkami. Bardzo trudno jest zrobić cokolwiek na zewnątrz. Są wszędzie mają długie ostre zęby, są agresywne, uzbrojone, wielkie i rzucają się na wszystko co się rusza. W dodatku są głodne po zimie.
Podjęliśmy decyzję o przewiezieniu jachtu w inne miejsce. Poza mrówkami możemy mieć problem ze stabilnością przyczepy przy stawianiu masztu. Już w tej chwili przyczepa zapadła się w piasek ok 20-30cm. Potrzebny jest nam utwardzony pewny grunt. Maszt waży ok 150 kg i ma długość prawie 15 metrów!.
Czerwiec 2009 Po wizycie u znajomych żeglarzy i szkutników w Gdańsku wszystkie problemy przed którymi teraz stoimy są wyjaśnione. Kontynuujemy prace i ten etap to dla mnie długi finisz przed wodowaniem. Dziękuję Jerzemu Wąsowiczowi za miłe przyjęcie na "Antice" i Mirkowi Popieluchowi za wiele praktycznych rad szkutniczych i pokazanie jak mogą wyglądać dobrze zrobione jachty.
Lipiec 2009 Jacht stoi już na terenie IBJ w Swierku, plac duży i utwardzony mamy więc dobre warunki do pracy. Kontynuujemy prace przy odtwarzaniu stępki i stewy dziobowej. Gdy tylko zrobię mocowanie cęg i gródz przymierzymy się do stawiania masztu.
Sierpień 2009 Prace postępują szybko i sprawnie, szlifujemy drzewca, oby tak dalej!
Wrzesień 2009 Stępka gotowa, stewa dziobowa zrobiona, Wszystkie denniki wypiaskowane, zagruntowane, pomalowane i na swoich miejscach. Drzewca wyszlifowane i polakierowane ale niestety nie uda mi się postawić masztu. Nie zdążyłem z okuciami. Zrobię je przez zimę.
Październik 2009Pozdrownienia dla Lolsona i załogi z Radomia! Gratuluję zakupu wspaniałego kutra! Życzę wiary i wytrwałości!
Tymczasem montuję grodzie i zabudowę - już niedługo usiądę przy stole i w kambuzie zrobię sobie herbatkę z prądem. Od kilku dni chodzi mi po głowie Finn, którego widziałem u kumpla w klubie - piękny mahoniowy diagonal już niedługo będzie mój!
Historyczny moment: 23.10.2009 - zmontowałem gródź między mesą i toaletą, między mesą i kambuzem oraz wykonałem szkielet kambuza. Na prowizorycznym blacie w prowizorycznym kambuzie wypiłem pierwsze Tyskie!!!!
Listopad 2009 Kupiłem dwa Finy, żal mi było tego drugiego skazanego na spalenie więc go wziąłem. Na wiosnę będą śliczne.
A na Wielorybie poruszenie, Lubię widzieć efekty swojej pracy więc teraz mam większą energię do pracy. Poza szkieletem kambuza i kibelka zrobiłem szkielety obydwu koi w mesie (wystarczy rzucić dechy i można już spać). W najbliższych dniach montuję gródŸ z kabiną diobową, potem szafki w mesie, potem nawigacyjna i hundkoje potem ........ No dobra, spokojnie, zagalpopwałem się.
Grudzień 2009 Wszystkie grodzie gotowe i skręcone, dopracowuję szkielet kambuza ale najbardziej ucieszyłem się ze starych szafek zdemontowanych w mesie. Mimo nowego układu grodzi pasują z dokładnościąą do 5mm. Zgodnie z planem wykorzystam część starej zabudowy. Dzięki temu łódka nie straci klimatu oldtimera.
Koniec roku to ostry finisz, mimo dużych mrozów dokończyłem szkielet kabiny nawigacyjnej i lewej hundkoi. Wytrzymuję mróz do minus 5-8 stopni, jeżeli jest za zimno pracuję w ogrzewanym hangarze przy Finach. Zeszłej zimy gdy do jachtu miałem blisko dogrzewałem sie herbatą z prądem - teraz jest inaczej, muszę wrócić samochodem. Ale damy radę. Dzieki mrozom sporo się dzieje przy Finie, którego uratowałem przed spaleniem. Farciarz - tak go nazwałem po zdjęciu starych warstw nadpalonego lakieru (w klubie był kiedys pożar) okazał się ładniutkim mahoniowym cacuszkiem. Oczywiście widać ślady po nauce żeglowania, sporo łat po wybitych w kadłubie dziurach. Do tej pory wykonałem cały nowy szkielet zrujnowanych wcześniej półpokładów i pokładników fordeku. Zmieniłem nieco kokpit i fordek (ztiuningowałem go w tzw. łezkę), zrobiłem nową rajsbelkę i szynę do wózka szotowego. Może jeszcze w styczniu kupię nowa sklejkę na pokłady i będzie super.
A na razie wszystkim którzy do mnie piszą i kibicują - życzliwym mi znanym i nieznajomym przyjaciołom życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku i dużo wiatru na pohybel nudzie i ciepłym bamboszom!!
Styczeń 2010 No tak, mróz dał mi się we znaki, wszystko zamarznięte. Mogę pracować jedynie w hangarze przy Finie. Kończę układanie nowego pokładu, w najbliższych dniach lakierowanie i klejenie pokładu. W wolnych chwilach szplajsuję wanty oraz ciekawostka - o tym nie pisałem (mam czasami obawy czy moja pasja odbudowy starch żaglówek nie jest przypadkiem chorobą psychiczną) ale razem ze skazanym na spalenie Farciarzem uratowałem spod topora bardzo stary i zmasakrowany drewniany kajak. Posłużył mi jako wzorzec do wykonania szablonów i budowy całkiem nowego. Jest piękny i żaden nowoczesny plastik się do niego nie umywa.
Zapowiadają ocieplenie do -10 więc spróbuję podziałać trochę przy Wielorybie. Coraz częściej zastanawiam się nad nazwą dla tego jachtu, może jednak będzie sie nazywał inaczej. Bardziej pasuje mi jakaś kobieca nazwa. A może RUDA, albo MAHONIOWA? Jeżeli macie swoje propozycje napiszcie.
Luty 2010 Kajaczek już prawie gotowy - jeszcze tylko nowy mahoniowy pokład.
Finn gotowy - szykujemy go do lakierowania - wyszedł nadspodziewanie dobrze. Mam już zamówione do niego żagle i w pierwszych cieplejszych dniach sprawdzę Farciarza na Zalewie. Prace pzy jachcie posuwają się planowo - wodowanie w maju/czerwcu 2011 jest coraz bardziej realne, zaczynam myśleć o udziale jachtu w imprezach plenerowych organizowanych na terenie Otwocka i Józefowa. Rozglądam się również za sponsorem strategicznym. Chcę bardzo podziękować kapitanowi Mariuszowi Pycz Pyczewskiemu za wizytę i szereg bardzo trafnych uwag i podpowiedzi. Wiedza Pana Mariusza na temat rekonstrukcji drewnianych jachtów jest ogromna. To doświadczony szkutnik, wieloletni komandor stowarzyszenia klasy Opal i niezwykła bardzo barwna postać. Jego uwagi pozwolą mi wzmocnić niektóre elemeny konstrukcyjne - szczególnie stewę dziobową. Będę więc wykonywał za radą Pana Mariusza nadstępkę, która dodatkowo wzmocni stewę dziobową w okolicy przymasztowej. To newralgiczne miejsce narażone na bardzo duże przeciążenia podczas uderzeń i nurkowania dziobu na wysokiej fali. Znajomi pomagają mi również w zaprojektowaniu osprzętu i ożaglowania za co wszystkim zaangażowanym w to dzieło dziękuję.
Marzec 2010 Początek marca to niestety przeziębienie i ogólny kryzys. Nic mi się nie chce, jest zimno i wilgotno. Z trudem zmuszam się do przebierania w zimne ubrania robocze.
A może to osłabienie z powodu odstawienia piwa?
No nareszcie (16 III - tuż po targach), potrzebowałem trochę czasu i motywacji by się przemóc. Na targach Wiatr i Woda odnowiłem kontakt z Sails Service. Dzięki uprzejmości Tadeusza Wojtowicza to właśnie Oni będą firmą wspierającą końcową część remontu i wyposażanie jachtu za co gorąco dziękuję.
Dziękuję również Markowi Słodownikowi z pisma H2O za wsparcie medialne dla naszego jachtu.
Koniec marca to zakupy brakującego olinowania, ściągaczy, toalety, kabestanu itp.
Kwiecień 2010
Chyba najpracowitszy miesiąc z dotychczasowych. Prawie cały dzień spędzam przy jachcie, wieczorem szplajsuję stalówki. Robota idzie bardzo szybko i sprawnie.
Kabina dziobowa prawie skończona, mesa w trakcie wykończania - intensywnie malujemy wnętrze jachtu.
Równolegle pracuję nad okuciami - to niestety ciężki temat dla kowala. Kupiłem pierścienie z grubościennej rury stalowej, które muszę dopasować do nieregularnego kształtu masztu. Młot 10 kg to minimum do tej roboty.
Wszystkie uszy do want i sztagów rzeŸbię z blachy 7mm małą szlifierką kątową a otwory do przetyczek 16mm rozwiercam wiertarką ręczną. Chyba zwariowałem. Spawanie to akurat mój konik - dobry migomat i zaczyna to już jakoś wyglądać.
Maj 2010
Majowy weekend (obecność Jacka i wolne Piotrka) wykorzystałem na prace do maksimum. Wieczorem padam z nóg ale już mamy gotowe okucia - maszt skręcony i niedługo będzie gotowy do stawiania. Ruszam z pracami przy kambuzie - montujemy lodówkę więc są widoki na zimne napoje. Zarżnąłem szlifirkę i wiertarkę. Koniec maja to wytężone prace w kabinie i prawie gotowy do postawienia maszt.
Czerwiec 2010 Początek czerwca to pierwsza - nieudana próba postawienia masztu.

Nie wytrzymała brama i talia.
Po wzmocnieniu i usztywnieniu bramy oraz po wymianie bloków talii na stalowe o 4 krotnym przełożeniu dokładnie 13 czerwca o godzinie 14.00 po 3 godzinach kręcenia kabestanem maszt stanął w całej swej okazałości - jest po prostu piękny.
Pracowaliśmy we czterech: Ja, Piotrek, Grzesio "Fajbus", i Bazyli - dziękuję chłopakom za poświęcenie.
Lipiec 2010 Praca wre, jesteśmy w komplecie i gdyby nie upały byłoby super. Farciarz na wodzie - wyszedł pięknie i wbudza na Zalewie sensację.
Nie chce mi się wierzyć , że jaszcze pół roku temu był nadpalonym i porąbanym siekierą wrakiem. Niestety musimy się sporo nauczyć żeby go opanować. Jest piekielnie szybki i narowisty o czym się przekonałem lądując w wodzie po kilku halsach.
Na jachcie: pokład gotowy, kabina polakierowana, gafel na miejscu, kończę okucia bomu i szykujemy się do grubej roboty czyli matowania kadłuba i lakierowania "na gotowo".
Koniec lipca to zmatowany i gotowy do lakierowania kadłub, gotowe szkielety szafek w mesie - to zasługa Piotrka Bodalskiego, który wspiera mnie swoją pracą i wiedzą stolarską, oraz kolejna miła chwila - kajaczek na wodzie!!