Luty 2007 -Jacht kupiłem w lutym tego roku, zobaczyłem go na aukcji żeglarskiej i natychmiast podjąłem decyzję - mogę zrealizować marzenie mojego życia. Po małych problemach ze zdobyciem odpowiedniej kwoty kupiłem jacht.
Przewiezienie go do Warszawy nastręczyło sporo problemów, ze względu na gabaryty transport należało odpowiednio zabezpieczyć - zgosić trasę w odpowiednich dyrekcjach dróg publicznych, załatwić 2 pilotów itd.itd.itd. Za wszystkie zezwolenia trzeba oczywiście słono płacić, więc po wynajęciu specjalistycznej firmy i wyczekaniu odpowiedniej pogody postanowilimy w nocy i po "cichu" przetransportować go do Warszawy do WKW PTTK (380 km jechalimy 2 dni).
Kwiecień 2007 - Pierwsze prace rozpoczęliśmy w kwietniu. Skoncentrowałem się na zabezpieczenu pokładu i nadbudówki przed deszczami. Zeszlifowalimy stary łuszczcy się lakier i polakierowalimy Urelakiem S (poliuretan, którego używałem z powodzeniem przy mojej starej Omedze). Teakowy pokad wyszorowaliśmy i pokrylimśy warstwą oleju ochronnego. Mimo doraźnego charakteru tych prac efekt jest bardzo dobry, jacht przestał wyglądać jak gnijący wrak.
Kolejny etap to prace wewntrz kabiny, początkowo sądziłem, że wystarczy, uprzątnąć warstwy brudu i śmieci i odbudować zrujnowaną zbudowę lecz szybko odkryłem fatalny stan stępki. Można ją było bez problemów wyrywać kawałek po kawałku. Po takiej niespodziance postanowiłem całkowicie zdemontować starš zabytkową zabudowę: szafki (uwaga!! w drzwiczkach szafek są orginalne witraże,), koje, grodzie i dotrzeć do gołego poszycia. Oczywiście zabudowę odtworzę z powrotem używając zdemontowanych elementów - jak klasyk to klasyk.
W efekcie okazało się że stępki prawie wogóle nie ma a balast trzyma się jedynie na 2 szpilkach przechodzących przez stewy, które na szczęście są w porządku. Gdyby nie to, że jacht opiera się kilem na podstawie przyczepy już dawno by odpadł.
Na szczęście ku mojemu zdumieniu dębowe klepki poszycia i wręgi są w bardzo dobrym stanie. Wyraźnie widać ślady po wczeniejszych naprawach (uszkodzone wręgi zostały zastąpione wyprofilowanymi stalowymi kątownikami, niektóre klepki były wymienione).
Maj 2007 -Kolejny krok to odtworzenie stępki, umocowanie balastu i zabezpieczenie drewnianych elementów wnętrza.
W pustym już wnętrzu kadłuba kontynuujemy szlifowanie starych powłok lakierniczych, chciałbym jeszcze przed zimą odtworzyć stępkę i pomalować całe wnętrze. Przez zimę będę mógł spokojnie projektować zabudowę i być może kontynuować prace stolarsko-szkutnicze.
Sierpień 2007 Nawiązałem bardzo miły kontakt z Jerzym Sychutem, polskim żeglarzem mieszkającym w Sztokcholmie. Jerzy jest właścicielem zbytkowej łódki i nieocenionym źródłem fachowych rad. Zapraszam wszystkich na jego stronę
Niestety charmonogram prac musi ulec zmianie, miałem niemiły przypadek: podczas odcinania szlifierką śrub snop iskier rozniecił w spróchniałych pozostałociach stępki i stewy dziobowej zarzewie ognia. Polewanie z góry nie dawało rezultatu bo ogień rozpalał się od spodu przy balacie. Jedynym ratunkiem byo wyrwanie tlących się elementów, w rezultacie stwierdziem, że przypuszczenia o dobrym stanie stewy dziobowej były błędne. Jest gorzej ni myślaem na razie nie wiem co z tym robić i przeżywam mayły kryzys. Za to już wiem jak działała starodawna zapalniczka - krzesiwo i hubka. Przekonaem się również o świetnej jakości materiałów używanych 100 lat temu w szkutnictwie (stępka położona w 1903 roku!). Większość śrub skręcajcych stępkę z dennikami odcianałem szlifierką ale dwie udało mi się odkręcić!!!!
Wrzesień 2007Jerzy Sychut skontaktował mnie z Andrzejem Mazurkiem, żeglarzem z Lublina, który również trzyma swój jacht na przystani w Sztokcholmie. Andrzej odwiedził mnie w WKW i obejżał mój jacht. Bardzo cenne uwagi i rady Andrzeja dodały mi otuchy i wiary w sukces. Niestety odbudowa stępki jest poważnym problemem i bez konsultacji w szerszym gronie doświadczonych szkutników chyba się nie obejdzie. Jeżeli będę gotowy to prawdopodobnie przyjmę zaproszenie Jerzego i pojadę do Sztokcholmu spotkać się z mistrzami szkutniczymi ze Szwecji. W tej chwili rozpocząłem tworzenie jak najdokładniejszej dokumentacji i planów kadłuba. Plany plus zdjęcia będą materiałem wyjściowym do dyskusji na temat wyboru metody dalszego remontu.
Październik 2007 - ż żalem sprzedaję świetnego Microna na którym żeglowaliśmy z synami w ostatnim sezonie, uzyskane pieniądze pomogą mi sfinansować kolejny etap w remoncie - budowa masztu, stengi, bomu i gafla. Podjąłem również decyzję o przewiezianiu jachtu do Otwocka. Dzięki wielkiej uprzejmości i wyrozumiałości mojego teścia Jana Rottera będę mógł zaparkować jacht na jego placu tuż obok warsztatu samochodowego, którego jest właścicielem.
Do jachtu będędziemy mieli 100 metrów i będziemy mógli korzystać z dobrodziejstw świetnej bazy narzędziowej. Osoba Jana będzie na zawsze umieszczona w historii odbudowy pięknego jachtu.
Jeszcze jadna sprawa: dzisiaj rozmawiałem z właścicielem francuskiej łódki klasy Chart , 7.70 metrów długości, wygodniejsza od Microna - oczywiście do remontu, ale co to dla nas - chyba ją kupię, w końcu musimy na czymś pływać w przyszłym roku.
Listopad 2007 - Chart już jest nasz, pracy niewiele więc szybko popłyniemy na Wisłę no i najważniejsze: Wieloryb stoi już u Jana, mam do niego 100 metrów i wraca mi zapał i energia do pracy.
Kontynuujemy prace we wnętrzu kadłuba, jachtowi poświęcam każdą wolną chwilę (oczywiście najpierw dom, rodzina, praca itd..itp...). Jacek szarpie stewę dziobową, ja resztki stępki pod silnikiem i tylnicę z którą idzie mi najgorzej. Dzieki zaciekłości Jacka docieramy do kilsona, całe szczęście!!!! Chciałem się przekonać jak wygląda posadowienie cęg, teraz już wiem, będziemy musieli wykonać całkiem nową nadstepkę i na niej posadowić podstawę masztu (dzięki przestrodze Andrzeja Mazurka wiem, że nadstępka poddawana jest obciążeniom dochodzącym do wartości wyporności kadłuba czyli ok 6 ton)> Podczas wcześniejszego remontu nadsępka wogóle nie została wykonana i cęgi praktycznie wisiały w powietrzu, gdybyśmy teraz postawili maszt wpadłby ok 15 cm i oparłby się na stępce. Mam zamiar wykonać nadstępkę z dwóch stalowych ceowników 100/250/100 mm pod każdą nogę cęg. Końce ceowników oprę i przykręcę do stalowych denników przebiegających prawie pod masztem.
Grudzień 2007 na szczęście ciepły - Kolejnym chyba rozwiązanym problemem jest mocowanie balastu. Pierwotnie balast skręcony był ze stepką 10 śrubami 30 mm, stępka zaś umocowana była z jachtem/dennikami 60 śrubami 10 mm i dodatkowo śrubami skręcającymi najniższe klepki poszycia. Nową stępkę zamierzam wykonać ze sklejki wodoodpornej 20 mm przekładanej i sklejanej brubą warstwą żywicy Epoksydowej z utwardzaczem PAC. śruby, które pierwotnie skręcały denniki i stępkę będą przechodziły głębiej i będą wkręcone w balast, wykonałem już kilkanaście szpilek 10 mm ze stali kwasoodpornej i wkręciłem w żeliwny balast. Robota koszmarna (wiercenie i gwintowanie balastu głową w dół, małym płaskim kluczykiem po ćwierć obrotu, łapy bolą jak cholera) ale mam nadzieję, że skutecznie zabezpieczy jacht przed urwaniem balastu. Ciekaw jestem waszej oceny tego pomysłu.
Z tylnicą idzie mi koszmarnie, najniższe i najtrudniej dostępne miejsce jachtu, dodatkowo wcześniejsze wycieki paliwa i oleju z silnika zakonserwowały drewno stępki. Jak na złość jest twarde i mogę je wydobywać tylko kawałkami małymi jak drzazgi. Niektóre elementy wyglądają jak świerzo ścięte w lesie. Zaciskam zęby i dłubię dalej.
Styczeń 2008 na szczęście ciepły - Walczymy nadal z pozostałościami tylnicy, stepki i stewy rufowej, idzie bardzo wolno, drewno wygląda jak prosto z lasu, jak na złość najmocniejsze jest w miejscach najtrudniej dostępnych. Zamówiłem u znajomego w tartaku drewno bezsęczne na maszt, są szanse na zbudowanie masztu bez koniczności zamawiania u BARDZO DROGICH FACHOWCÓW.
Luty 2008 na szczęście ciepły - dalej walczymy z tylnicą, kilson gotowy, posadowienie cęg OK, prace przebiegają sprawnie i systematycznie, z planowanych 5 lat na remont, chyba skrócę harmonogram do 4 lat (jak starczy kasy), póki kadłub wewnątrz nie ma zabudowy zaplanuję przeebieg instalacji i pomyślę o silniku. Zamieściłem dwa filimiki w formacie mp4 z naszych zmagań z materią szkutniczą: video1     video1
Marzec 2008 na szczęście ciepły - udało mi się kupić wysezonowane (20 lat) i suche jak pieprz drewno sosnowe. Bale 10 m długości, 5cm/22cm - wspaniały materiał na maszt, bom i stengę. Wszystkich , którzy czytają mój dziennik i potrzebują takiego drewna proszę o kontakt - jeszcze jest. Na targach Wiatr i woda nawiązałem kontakt z firmą Sail Serwice www.sailservice.com.pl zaproponowali współpracę, pomoc i atrakcyjne ceny na materiały, osprzęt, sprzęt ratowniczy i żagle. Bardzo dziękuję za ofertę i pozdrawiam.
Jestem bliski zakupu silnika (używany 14 konny Farymann z przekładnią nawrotną) jednak mam problem z obliczeniem skuteczności tego napędu. Proszę o pomoc i doradztwo: dysponuję orginalną śrubš - średnica 12 cali , skok 10 cali, obroty Farymana to od 800 do 2500 obrotow na minutę , przekładnia prawdpopodobnie 1:2,41 . Czy taki zestaw zagwarantuje mi skuteczny napęd ?
Czekam na podpowiedzi, pozdrawiam i życzę spokojnych i radosnych Swiąt.
Dzisiaj nawiązałem kolejny bardzo miły kontakt z Jerzym Wąsowiczem http://www.antica.gdansk.pl - to jest dopiero historia!! Nie będę opisywał moich emocji, poprostu obejrzyjcie Jego stronę. Dziękuję Jerzemu za słowa wsparcia i zaproszenie na Zlot Oldtimerów do Gdańska, to dla mnie bardzo ważne.
Kwiecień 2008 na szczęście ciepły - kolejny zakup: pięknie wyrobiona mahoniowa boazeria, wystarczy na cały jacht i chyba zostanie, jeżeli ktoś potrzebuje, proszę o kontakt. W desperacji do wydobycia pozostałości tylnicy użyłem piły spalinowej!!! Nareszcie przyspieszenie roboty!!! Kolejna miła niespodzianka, kumpel z fali (Ustka 1984r, potem Gdynia Okręt Rakietowy ORP Dziwnów nr burtowy 432 - 1987r) przesyła pozdrowienia, dołączam resztki fotek z tamtych czasów i pozdrawiam kumpli z II dywizjonu 3 flotylli w Gdynii!!!!

Maj 2008 Zaczynamy remont Charta, idzie szybko i sprawnie, za namową Bogdana Wiśniewskiego prezesa Sekcji Mazowieckiej Żeglarzy Niepełnosprawnych dostosowuję kokpit do obsługi przez osoby niepełnosprawne - chcemy z Bogdanem organizować szkolenia przy współpracy z PFRON. Przy Wielorybie na razie zastój.
Czerwiec 2008 Chart na wodzie, świrujemy trochę po Wiśle, synowie planują wakacje. Zacząłem budowę garażu więc przy Wielorybie na razie zastój.
Lipiec 2008 Chart się sprawdził, bardzo wygodna, bezpieczna i stabilna łódka, przepłynęliśmy na zalew (po drodze na Wiśle trafiamy w kamień - było bardzo niebezpiecznie - nabieraliśmy ok 30 litrów na minutę.
Po wysztrandowaniu, przechyleniu kadłuba i wysuszeniu zalaminowałem przebicie. Załoga już wie co robić w podobnych przypadkach a przy okazji przeżyliśmy noc na łasze piasku pod mostem Poniatowskiego. Rano już bez przeszkód lądujemy w Nieporęcie. Przez cały lipiec młodzi intensywnie ujeżdżają Charta - łódka jest super. Ze względu na budowę garażu nic nie robię przy Wielorybie, zaczynam tęsknić za gwintowaniem balastu, wyrywaniem tylnicy i wyciąganiem drzazg z poranionych dłoni.
Lipiec 2008 Jeszcze 2 tygodnie i garaż będzie gotowy, dużo pływamy po Zalewie, jestem tam prawie co weekend, Chart jest super. Już niedługo znowu wezmę się za Wieloryba.
Sierpień 2008 Zaczynamy, maszt wg. załączonego planu będę kleił Epoksydem z utwrdzaczem PAC, u podstawy przekrój kwadratowy 18 cm, od wysokości 120 cm kolumna będzie oszlifowana do profilu okrągłego o średnicy 17 cm. Konstrukcja skrzynkowa, ścianki o grubości 4 cm co 1 metr wewnątrz zastosuję 10 cm wkłady z profila nierdzewnego do którego będą dodatkowo przykręcone ścianki masztu. Długość kolumny 9,80 m. Stenga o podobnej konstrukcji o średnicy 15 cm i długości 5,5 m. Bom skrzynkowy o średnicy 17 cm i długości 8,0 m. Gafel o średnicy 10 cm i długości 6,5 m wykonany ze sklejonych i oszlifowanych bali. Znajomych proszę o uwagi dotyczące wykonania drzewc. Dołączam również wstępny plan zabudowy wnętrza, również oczekuję uwag i podpowiedzi.